2015/01/21

Filmowe załamania

Jest już grubo po godzinie 20:00. Dopiero teraz zdecydowałam się napisać, ponieważ dosłownie przed chwilą skończyłam oglądać pierwszą część Kosogłosa. Od dobrych kilku miesięcy jestem pod wrażeniem książek, które zostały napisane przez Suzanne Collins. Teraz fascynują mnie ekranizacje do tych części. Centralnie zamurowało mnie. Pomimo tego, że wiedziałam co się będzie działo dalej, nie przestawałam wpatrywać się w ekran. Siedziałam wlepiona w laptopa przez dobre dwie godziny. Teraz przeżywam szok filmowy. Nie przypuszczałam, że ta część będzie tak idealnie dopracowana. Cierpienie, ból, strata, złość... Niesamowite. Żyję filmami. Nakłaniają mnie one do dogłębnej interpretacji, dlatego też przypuszczam, że przez co najmniej tydzień będę chodzić wgapiona gdzieś w jeden punkt. Dlaczego tak bardzo to wszystko przeżywam? Najwidoczniej jestem zbyt związana z historiami, które zostają odegrane na wielkim ekranie. Przykuwa to moją uwagę, staram się wejść w skórę danego bohatera, odczuć na sobie te wszystkie emocje. Za to kocham kino. Oglądając film, bardzo wszystko przeżywam. Te rozterki emocjonalne, rozrywają moje serce na tysiące małych kawałeczków. Jestem wrażliwcem. Uwierzcie mi, potrafię płakać z powodu obejrzanej sceny. Co gorsza, ciężko jest mi się potem opanować i dojść do siebie. Mimo wszystko, uwielbiam to. Uwielbiam się wzruszać, ryczeć na całe gardło. Czuję się wtedy spełniona, haha :)

Aż dostałam wypieków na twarzy. Chyba mam gorączkę!
Zdjęcie robione jeszcze starym aparatem... Ach :)